Szłam właśnie do domu gdy zobaczyłam czyiś ogon wystający zza kamienia. Ogon , mozna powiedzieć, że wydawał się znajomy. Podeszłam bliżej. Za kamieniem siedział Mohatu.
-Witaj Mohatu
-Cześć Bali, co tam słychać?
-U mnie dobrze. Dlaczego siedzisz tu sam -zapytałam
-Taki jakiś samotny się czuję... - odpowiedział
-A mo ze przeszedłbyś się ze mną na spacer , co?-zaproponowałam
-A wiesz , ze to świetny pomysł-krzyknął z uśmiechem na ustach
-Aż tak się cieszysz- zapytałam zdziwiona aż taką radością
-Bo mam fantastyczny pomysł. Ale to niespodzianka. -powiedział podekscytowany
-Dobrze . To w takim razie idziemy
Poszliśmy moją ulubiona ścieżką. Rozmyślałam dlaczego on aż tak się ucieszył... Co on chce mi pokazać..? Moje rozmyślania przerwał mi Mohatu
-Wiesz może gdzie idziemy?-zapytał
-Nie mam pojęcia-odpowiedziałam
-To dobrze. To ma być niespodzianka. A tak wogóle to co tam u ciebie słychać?
-Ogólnie jest dobrze .. ale.. -tutaj troche posmutniałam- dowiedziałam się od Rady Wilków , że muszę sobie poszukać męża , jak najszybciej się da , bo inaczej zmienią mnie na inną.
Niewiedziałam dlaczego , ale Mohatu wtedy się uśmiechnął
-No cóż... A ty chcesz rządzić?zapytał
-Oczywiście , że chce-odpowiedziałam
Szliśmy chwile w milczeniu.W końcu doszlismy na koniec ślepej uliczki.
-Mohatu , gdzie jesteśmy-zapytałam
-Jesteśmy prawie na miejscu , to za tymi liśćmi.
Odsłonił liście a ja omało nie upadłam z wrażenia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz