niedziela, 15 lipca 2012

Od Malorne

Był słoneczny poranek. Większość wilków już nie spała. Myślałam o swoim dzieciństwie. O tym jak bawiłam się na polanie z Emily ... Emily była to moja przyjaciółka, ale traktowałam ją jak siostrę. Była drobna ale mimo to silna. Zawsze się razem pakowałyśmy w kłopoty. Bardzo lubiłam się z nią wygłupiać ... Ale niestety los chciał nas rozdzielić. Gdy Miałam 1,5 roku a ona rok, alfa naszej watahy zmarł. W następstwie wataha się rozpadła. Każda z nas musiała pójść swoją drogą ...
-Fajnie było by ją spotkać. – Pomyślałam.
Wstałam i poszłam nad jezioro się napić. Gdy już tam byłam i zaspokoiłam pragnienie, usiadłam w cieniu drzewa. Nagle zauważyłam czarną drobną wilczycę z białymi bandażami na przednich łapach. Szła w oddali, ze spuszczoną głową w stronę jeziora. Śledziłam ją wzrokiem. Wstałam. Sucha gałązka trzasnęła pod mą łapą. Wilczyca uniosła głowę. Spojrzała się na mnie a ja na nią.
-Malorne ...? – Powiedziała.
-Emily?
-Tak to ja! – Krzyknęła.
Szybko do siebie podbiegłyśmy.
-Emily, nie widziałam Cię od tak dawna ... Masz rodzinę?
-Nie, a Ty?
-Należę do watahy ... A może chciała byś dołączyć?
-Nie wiem czy wasza alfa się zgodzi ...
-To na co czekamy?! Chodźmy się zapytać.
Biegłyśmy ile sił we wszystkich, czterech łapach, aż w końcu dotarłyśmy do obszernej jaskini.
-Alfo ... – Powiedziałam.
-To Ty Malorne? Wejdź, proszę.
-Cześć ... – Powiedziała niepewnie Emily.
-Witaj ... Malorne, kim jest ta wilczyca? – Balaa zwróciła się do mnie szeptem.
-To moja przyjaciółka z dzieciństwa, Emily. Przyszłyśmy się zapytać czy mogła by dołączyć do watahy.
-Ja jestem Balaa, Emily. I oczywiście, że możesz dołączyć. – Odrzekła.
-Dziękuję. – Odpowiedziała Emily.
-Malorne zapoznaj Emily z resztą watahy.
-Dobrze. – Odrzekłam.
Po zapoznaniu Emily z resztą, poszłyśmy porozmawiać do mojej jaskini. Ustaliłyśmy, że będziemy ją ze sobą dzielić. Po zachodzie słońca położyłyśmy się naprzeciw siebie, jeszcze chwilę pogadałyśmy i zasnęłyśmy.

sobota, 14 lipca 2012

Od Oriona

Nudziło mi się jak zwykle w watadze to poszedłem się przejść. Szedłem przez las i na ścieżce zobaczyłem wilka. Był duży i biały. Powiedziała - Zejdź mi z drogi! Po głosie rozpoznałem, że to wilczyca. Nagle przypomniało mi się coś z dzieciństwa. Gdy byłem mały przychodziła do mojej mamy biała wysoka wilczyca. Ona była jak moja siostra. Chodź ją rodzice porzucili bo była inna od sowiego rodzeństwa. Jej matka była zwykłym wilkiem i miała za partnera zwykłego wilka. Ona zdradziła go z wilkiem czarnej krwi. Te wilki różnią się głównie wysokością, siłą i innymi. Lecz po kilku miesiącach musiała odejść. Spytałem:
- Agonia? Ona stanęła na chwilę, pomyślała i poszła dalej. - Stój! Krzyknąłem.
- Czego chcesz?! Spytała.
- Nie poznajesz mnie? Wtedy stanęła jak wryta w ziemię i się odwróciła. Powiedziała.
- Orion? To ty?!
- Tak! Odpowiedziałem stanowczo. - Kupe lat co nie.
- Nooo... A co ty tu robisz?
- A mieszkam i należę do watahy. Może byś się przyłączyła? Zamkła oczy i podniosła głowę do góry. Zaczął wiać leciutki wiaterek. - No proszę! Chociaż na chwilę! Więc? Opuściła głowę i spojrzała na mnie, a wiatr się uspokoił.
- No nie wiem.. Czy będę pasować.
- Już nie gadaj tylko chodź. Poszliśmy opowiedziałem wszystko alfie Balii i Mohatu. Oni zaś się zgodzili na przyjęcie Agoni. Później przedstawili ją całej watdze. Zauważyłem że spodobał się jej pewien wilk...

Od Malorne

Był pogodny dzień. Postanowiłam przejść się do lasu. Kilka minut później byłam już na sporej polanie, z której zawsze zbierałam konkretne rośliny. Zioła te miały wyjątkowo śliczny, słodki zapach. Pomyślałam, że poleżę sobie tutaj kilka minut. Minął kwadrans. Usłyszałam szelest liści. Po chwili z trawy wyskoczyła brązowa wilczyca. Przez dłuższą chwilę na siebie patrzyłyśmy.
-Kim jesteś? Co robisz na terenie watachy ‘’W mroku’’? – Zapytała.
-Jestem Malorne, a na tej polanie zbieram zioła do mikstur. A Ty kim jesteś?
-Ja jestem Balaa, alfa watachy, na której jak już wspomniałam, terenie przebywasz.
-Jeśli chcesz to ja sobie pójdę z tąd. – Oznajmiłam.
-Nie! Nie odchodź. Jeśli chcesz to dołącz do watachy ‘’W mroku’’.
Po chwili zastanowienia odrzekłam;
-Dobrze, dołączę. Jestem świetną szamanką. Ale powiem Ci coś, żeby Cię to potem nie zdziwiło. Umiem rozmawiać ze zmarłymi, inaczej mówiąc – jestem medium.
Oczy Bali stały się wielkie niczym spodki.
-No dobrze ... To trochę dziwne, ale każdy przecież jest inny ...
Uśmiechnęłam się lekko.
-Chodź, zaprowadzę cię do reszty watachy.
Szłyśmy jakieś 5 minut, nie więcej. Zauważyłam wielką polanę pośród drzew, o której istnieniu nie wiedziałam. Balaa weszła na skałę i powiedziała;
-Kochani! To jest nowa wilczyca – Malorne. Będzie szamanką w watasze.
-Ekhem, Medium ... – Wykrztusiłam szeptem.
-A tak, Malorne jest medium.
Wszyscy zaczęli szeptać do siebie, ale już po chwili byli z powrotem cicho.
-To wszystko.
Balaa zeszła z kamienia i podeszła do jak się później dowiedziałam, swojego partnera - Mohatu. Po kilku minutach rozmów z członkami watachy powróciłam na polanę, po zioła które miałam zebrać. Wróciłam dopiero wieczorem. Położyłam się w małej przytulnej jaskini i zasnęłam.

Od Wolf Eclipse'a

Był słoneczny dzień. Pomyślałem sobie, że pójdę na spacer po lesie. Już szedłem jakieś 20-40 minut, gdy nagle zza krzewu wyskoczyły 2 małe wilczki – Raver oraz Kim.
-Raver, Kim? Co Wy tu robicie? – Zapytałem.
-Nic. Chowamy się przed Efrą i Kodą.
-A Wasi rodzice wiedzą gdzie jesteście?
-Powiedzieliśmy, że bawimy się w chowanego. Pobawisz się z nami?
-No niech będzie ...
Poszedłem się schować razem. Po chwili usłyszałem pisk. Zacząłem się rozglądać dookoła. Zobaczyłem Kim i Ravera stojących w kącie, pomiędzy drzewem a jaskinią. Przed nimi stał ogromny, muskularnie zbudowany wilk.
-Czego od nas chcesz? – Spytał po cichu Rever.
-Chcę się zemścić na Waszej mamie, a Wy mi w tym pomożecie !!! – Krzykną.
Już miał się na nie rzucić gdy wrzasnąłem;
-Zostaw je!
Bez zastanowienia skoczyłem na przeciwnika. Przewróciłem go tak, że stałem nad nim.
-Uciekajcie! – Krzyknąłem do Ravera i Kim
Niestety, od razu po tym jak krzyknąłem wilk sprytnie odrzucił mnie tylnymi łapami w górę. Przez chwilę leciałem w powietrzu gdy nagle uderzyłem w potężne drzewo. Przez chwilę jeszcze się atakowaliśmy nawzajem. Po kilku minutach walki, wilk bardzo mocno uderzył mnie w głowę. Upadłem. Czułem jak słabnę. Podniosłem łeb. Zauważyłem jak wściekły, trochę podrapany wilk ucieka, a do mnie podbiegają Sue i Balaa prowadzone przez Ravera i Kim. Po chwili nie widziałem już nic ...

Zapraszam!

Zapraszam na mojego bloga: www.zycienzuri.bloog.pl

Czekam na komentarze! : )

Od Bali

Postanowiliśmy, że wyruszymy za dwa tygodnie. Maluchy zostawimy z Luną. Raver co chwilę ciągnął mnie do małej Kim. Widocznie bardzo mu się spodobała. Zawsze mówił że jest jej ochroniarzem i , że jest za nią odpowiedzialny. Często chodzili razem na spacery. Efra przez jakiś czas chodziła smutna. Czuła się odtrącona. Lecz szybko znalazła sobie towarzysza. Był nim syn Kelly, Koda. I tak  w czwórkę bawili się na polanie. Gdy mala Kim się męczyła , Raver nosił ją na plecach. Razem z Suzy byłyśmy wzruszone tym widokiem. Raver był z siebie dumny, ponieważ Mohatu bardzo go chwalił. Wszyscy byliśmy już pewni, że będą parą. Przez chwilę wogóle nie myślałam o Teyteyu.Byliśmy szczęśliwi!

Od Wolf Eclipse'a

Było już dosyć ciemno. Jak co noc siedziałem na polanie i patrzyłem w księżyc. Po chwili usłyszałem szelest liści oraz trzask suchych gałęzi. Zauważyłem 2 wilki. Jeden z nich to była brązowa wilczyca, która chowała się w wysokiej trawie. Drugi wilk był szary i siedział za drzewem.
-Nie chowajcie się i tak wiem gdzie jesteście. – Powiedziałem i wstałem.
Wilki wyszły z kryjówek. I ostrożnie podeszły.
-Kim jesteś? – Spytała wilczyca.
-Jestem Wolf Eclipse ale mówią mi Eclipse. A wy, kim jesteście?
-Ja to Mohatu a to moja partnerka Balaa. Jesteśmy Alfą w watasze ‘’W mroku’’. – Odpowiedział szary wilk.
-A czy mógł bym dołączyć? – Zapytałem.
-Jasne! – Odrzekła Balaa.
Zaprowadzono mnie na ogromną polanę. Była już noc więc Balaa powiedziała;
-Wszystkie wilki już śpią, ale jutro o świcie przyjdź tu na śniadanie. Wtedy zapoznamy Cię z innymi wilkami, a teraz znajdź sobie jakieś miejsce i prześpij się.
-Dobrze. – Odrzekłem.
Zauważyłem rozłożyste drzewo, ułożyłem się pod nim i zasnąłem.

wtorek, 10 lipca 2012

Od Mohatu

Jedliśmy kolacje, gdy przybiegł Rose. Mówił , że Suzy źle się czuje. Zostałem z dziećmi a Balaa poszła. Bolała mnie łąpa po tym jak Rosa i Sue zaatakował ten wilk. Ale udało mi się go pokonać. Pobawiłem się trochę z dzieciakami. Z tego co widzę z Ravera będzie świetny wojownik.

Po około dwóch godzinach przyszła Balaa. Mówiła że Suzy urodziła córeczkę. Nazywa się Kim. Myśleliśmy z Balą , że Kim i Raver kiedyś mogą zostać parą.Później Balaa zaczęła rozmawiać  wyprawie po medalion. Uzgodniliśmy , że dzieci zostawimy Lunie. Pójdę ja, Balaa, Rose, może Suzy, Kiba i Hanako.
Pójdziemy najpierw przez Las Gongoru, potem Polaną Daryli, następnie koło Jeziora Baltazyjskiego aż trafimy do celu. Wyprawa w jedną stronę potrwa ponad tydzień. Nie wiemy jeszcze czy Suzy będzie mogla pójść. Musimy z nimi to ustalić

Nowy szczeniak!


Właściciel: zuzka248
Imię:Kim
Wiek: szczeniak
Płeć: samica
Posada: za mała
Charakter: zadziorna, psikuśna, rozrabiara, "wszedzie jest jej pełno", wszyscy ją lubią, urocza, przyjacielska
Partner: -
Rodzice: Rose i Suzann

Od Suzann

Dzisiaj minęło już około 40 dni odkąd powiedziałam Rosowi, że będziemy rodzicami. Był taki szczęśliwy! Właśnie poszedł do lasu pozbierać coś do jedzenia, a mi zabronił wychodzić z jaskini. Na dworze było pochmurnie i padał deszcz. Było okropnie zimno. Postanowiłam, że pójdę do Bali, która, znając życie siedzi sama z dziećmi. W ich jaskini było cieplutko, na środku paliło się malutkie ognisko (dziwne…), Malutka Efra słodko drzemała obok mamy, a River grzecznie bawił się z zajączkiem. Balaa leżała i patrzyła się na zachmurzone niebo i nawet ni zauważyła, że przyszłam.
-Hej- powiedziałam
-Cześć Suzy!- powiedziała przyjacielsko Balaa- jak się czujesz? Kiedy będzie maluch?
-Nie wiem… Już powinien być. Czuję się dobrze. Trochę się martwię…
-Będzie dobrze! Zobaczysz. Maluchy urodzą się zdrowe…
-Nie o nie się martwię… Nadal nie wiadomo czego można spodziewać się po tych wilkach…
- Nie bój się. Mnie też ogarnia strach głównie o dzieci, ale ufam naszym mężom i reszcie wojowników. Po za tym wiem kto
-Ty zawsze wiesz jak mnie podnieść na duchu!- Powiedziałam i położyłam się obok niej
Leżałyśmy tak chwil, a potem Rose i Mohatu przynieśli jedzenie i dobre wiadomości. Powiedzieli, że nic i nikogo nie widać, że póki co możemy być spokojne. Czułam, że już nie długo będę rodzić. Nie wiedziałam czy cieszyć się z tego powodu, czy może wręcz przeciwnie…
Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Rose i Mohatu poszli po jedzenie a ja i Balaa pilnowałyśmy dzieci. Opowiedziała mi o Teyteyu i zaczarowanym amulecie. Zmartwiło mnie to. Droga do jaskini jest naprawdę długa i podróż może potrwać nawet parę tygodni w jedną stronę. Obie nie wiedziałyśmy co można by zrobić. Widziałam, że Balaa jest zmartwiona tą sytuacją. Dało się wyczuć, że oprócz tego, że nienawidzi to trochę też boi się Teyteya. Mówiła, że jest on nieprzewidywalny.
-Balaa, jeśli tylko zaplanujecie podróż do jaskini to pamiętajcie, że oferujemy wam pomoc. Nie puścimy was samych. To jest naprawdę niebezpieczna podróż…- zaproponowałam
-Wiem, dziękuję. Porozmawiam o tym jeszcze z Mohatu.
Gdy tylko zdążyła odpowiedzieć do jaskini weszli nasi mężowie z pełnym koszem pysznych owoców. Wszyscy najedliśmy się do syta, a potem posiedzieliśmy jeszcze chwilę i pogadaliśmy, głównie o niebezpieczeństwie, ale także o maleństwach, które noszę w brzuchu. Gdy wracaliśmy z Rosem do naszej jaskini usłyszałam kogoś zbliżającego się do jaskini naszych przyjaciół.
-To on!- powiedziałam po cichu i obejrzałam się dyskretnie za siebie
Nie myliłam się. Był to ten sam wilk, który zaatakował nas przedtem i skoczył w odmęty wodospadu. Skradał się po cichu do jaskini Mohatu i Bali, którzy właśnie zasnęli. Bez zastanowienia rzuciłam się na wilka. Myślałam tylko o bezpieczeństwie pary alfa. Rose gdy to ujrzał od razu pobiegł za mną. Wilk rzucił mną o drzewo… Dalej nic nie pamiętam…
Następnego dnia obudziłam się rano, grubo po brzasku. Nade mną siedział zmartwiony Rose i Balaa. Za nimi był Mohatu ze swoimi dziećmi. Strasznie bolał mnie brzuch. Mój mąż powiedział, że gdy wilk rzucił mną o drzewo Mohatu obudził się i ruszył mu na pomoc. Nie proszony gość od razu się wycofał i uciekł w głąb lasu. Wiedział, że nie ma szans z całą watahą wilków.
-Brzuch mnie boli- powiedziałam po chwili
Ból narastał co chwila. Dopiero w tedy zorientowałam się, że mam skurcze.
-Rodzę!!!- krzyknęłam
Balaa szybko pobiegła po Lunę, która odebrała mój poród. Urodziłam prześliczną córeczkę, z której jestem naprawdę przeszczęśliwa. Ale co dalej? Co planuje Teytey? Czy nie zagrozi to naszym dzieciom? Te pytania cały czas mnie dręczą…

poniedziałek, 9 lipca 2012

Od Bali

Poszłam do pokoju dzieci. Uwielbiałam patrzeć jak się bawią. Raver bardzo polubił małego zajączka.Kiedy on się z nim bawił Efra zasnęła , a ja postanowiłam trochę pomyśleć. Myślałam jakby zdobyć ten medalion. Słyszałam że znajduje się on w jakiejś jaskini za Wodospadem Korneyu. Jest to naprawdę długa droga. Nagle usłyszłam kroki. Przestraszyłam się. Ale bez potrzeby. To tylko Suzy.
- Oh. To ty Suzy. Co u ciebie słychać? Kiedy bedzie maluch?- Zapytałam
- U mnie dobrze. A maluch juz powinien być, martwię się-odpowiedziała
- Na pewno będzie dobrze...Niedługo się urodzi
- Nie martwie się o to. Czuję, że niedługo bedzie z nami. Ale martwię się o nasze bezpieczeństwo. Te wilki....
- Wiem.. Ja też. Ale znaleźliśmy sposób. Otóż domyślam się kto to zrobił. Żeby go pokonać musi zdobyć pewien amulet.Ale resztę powiem ci jak cos wiecej się dowiem.
-Dobrze.
- A jak nazwiecie dzieci?
- Jeszcze nie wiemy...
- A Ross jak to znosi? Pewnie sama radosć, co?
- Tak. Jest tak opiekuńczy. Pewnie sie teraz o mnie martwi. Nie miałam nigdzie wychodzić, ale strasznie się nudziłam. A on poszedł po coś do jedzenia. '
- Mohatu też. Na pewno zaraz z nim wróci
- Noo. Musimy poczekać.
I po jakiś zaledwie kilku minutach, przyszedli z owocami w koszyku.
- Suzy?! Martwiłem się o ciebie. - powiedział Ross
- Przepraszam. Chciałam trochę pogadać z Balą.
Wtedy Efra się obudzila. Chciała czegoś do jedzenia, Raver też zrobił się głodny. W szostkę zjedliśmy kolację.

Od Mohatu

Gdy odpoczywałem przyszła do mnie Balaa.
- Mohatu, mam sprawę- zaczęła
- Słucham- odpowiedziałem
- Więc tak: Domyślam się kto jest odpowiedzialny za te napady na nas i na naszych bliskich.
- Kto?!
- Pamietasz , mówiłam ci o Teyteyu.Ten który zabił moich rodziców.Więc to na pewno on. Mści się.
- Wiesz, to jest bardzo możliwe.
- Więc mam zamiar znaleźć medalion , który pomoże mi go pokonać.
- Dobrze. Ale trochę później. Poczekamy jeszcze trochę. Jeśli będzie jakis atak wyruszymy natychmiast. Najlepiej po urodzeniu dzieci  Suzy.  Wtedy też ja byśmy zabrali. Zabralibyśmy jeszcze Rosa, Kibę i Hanako.
- Dobrze, ale boję się , że może się coś stać naszym dzieciom. Gdy nas nie będzie co z nimi się stanie?
- Może jedno z nas zostanie i to raczej bedziesz ty, lub poprosimy kogos o opiekę.
- Eh.. No dobra..
Odeszła i poszła do pokoju dzieci.

Od Bali

Byłam zaniepokojona tym co się stało. Ale podejrzewałam o to jednego wilka. Był nim stary Teytey. Jest to okropny wilk. To przez niego straciłam rodziców. Zabił ich. A gdy mnie odnalazł kazał mi zostać jego żoną. Dzień przed ślubem uciekłam. Nienawidziłam tego wilka. To napewno on. Będzie się mścił na moich najbliższych. Jestem teraz jeszcze bardziej zmartwiona. Dowiedziałam się że Suzann jest w ciąży. To oczywiście świetna wiadomość! Tylko... Ich dziecku także może cos grozić. Wiem że Teytey ma jedna, silną moc. Potrawił tam władać żywiołami że mógłby nawet zabic wszystkich. Jest tylko jedna rzecz która może go pokonać.Był to medalion Ceralionu.
Wygląda on tak:
Chciałam go zdobyć. Poszłam z tym do Mohatu.

Od Mohatu

Nasze maluchy już pokazują rogi! Mają nieco ponad tydzień a już niesamowicie wariują. Na razie wszsytko układa się świetnie....

Następnego ranka postanowiłem zabrać maluchy na pierwszy spacer po lesie. Szliśmy w stronę Źródła Miłości. Byliśmy tak w połowie drogi. Ten odcinek był gęsto zarośnięty. Opowiadałem im jak poznałem się z ich mamą. Nagle usłyszałem warknięcie i szelest. Pomyślałem:
-Nieee! Tylko nie to! Czy to znowu ten wilk , który zaatakował Balę?!
Moje rozmyślania się potwierdziły. Był to wilk bardzo podobny do tamtego, ale trochę się różnił.
-Hahahaha! No kogo ja tutaj widzę?!- krzyknął wilk
-Kim jesteś?!Czego od nas chcesz?!- zapytałem.
-Hahahah!Chce zlikwidować waszą watahę!
Rzucił się na mnie. Przez chwilę miał przewagę, jednak ugryzłem do mocno w szyję. Później zacząłem go tarmosić. Raver i Efra schowali się w krzakach. Jakoś udało mi się go pokonać. Uciekł z podkulonym ogonem. Dzieciom na szczęście nic sie nie stało. Ja miałem tylko pokaleczoną łapę.
- Tato dlaczego ten pan cie zaatakował- zapytała Efra
-Nie wiem córeczko- odpowiedziałem
Gdy wróciliśmy Balaa  od razu spytała co się stało. Opowiedzialem jej wszystko. Ona wymyśliła że nie możemy zbytnio oddalać się z naszego terytorium. Będziemy także szkolić wojowników. Bardzo baliśmy się przyszłość naszych dzieci. ... ;/

Od Suzann

Naglę się obudziłam. Rose spal obok , a na dworzu wstawał dzień Wila, z którą się przyjaźniłam właśnie szła na polowanie. „A więc to wszystko był tylko straszny sen?!” myślałam. Wtedy obudził się mój mąż i zaczęliśmy się przytulać.
- Miałam straszny sen… - powiedziałam i nagle obudziła mnie rzeczywistość zwana w tym wypadku Balaa…
- Masz może jakiś bandaż- pytała z niewiadomych przyczyn, a ja nie miałam nawet najmniejszej ochoty pytać po co
- Tak proszę…- powiedziałam i dałam jej trochę bandaża z wodorostów
-Dlaczego jesteś taka smutna- pytała przyjacielsko zmartwiona Balaa
-Wiesz… Dziś mija rok… odkąd...- nie mogłam skończyć- od momentu gdy pierwszy raz go spotkałam…
- Wierzę, że kiedyś… że żyję i się znajdziecie. Jak byś chciała iść do lasu znowu szukać do możesz być pewna naszej pomocy.
- Wiem o tym Balu- powiedziałam z łzami w oczach- muszę iść się trochę odświeżyć..- powiedziałam i zaczęłam iść stronę naszego małego bajorka.
- Może chcesz…
-Chcę pobyć sama, dziękuję…
- Oczywiście, rozumiem…
Gdy poszłam nad jeziorko cały czas miałam natłok myśli, dotyczących Rosa. Nie mogłam przestać o nim myśleć. „ Chociaż sprawdzę” mówiłam do siebie i natychmiast pobiegłam w stronę polany na której była przedtem nasza wataha, ale nie miałam nawet najmniejszej nadziei, jednak ogromnie chciałam sprawdzić... Nadal wierzyłam, że on żyje…
Gdy byłam już blisko usłyszałam jakieś dźwięki. Po trzech godzinach drogi nareszcie doszłam na miejsce.
-Su… Suuu… Suu..
- Suzann- pomogłam skończyć Wilii idącej w moją stronę i niedowierzającej swoim oczom.
- To nie możliwe!!! Wszyscy myśleli, że już nie żyjesz!!!
- Ja myślałam, że wy nie żyjecie, a wy tu sobie żyjecie jak gdyby nigdy nic!!! Jak się cieszę!!! A te pantery!!!
-Okazało się, że ktoś podkradał im mięso, trop prowadził do nas. Ale wszystko się wyjaśniło i skończyło dobrze… no prawie... paru naszych poległo…
- Rose!!!
- Co Rose?
-Gdzie on jest?! Żyje?!
- Rose… -nagle posmutniała martwiąc tym mnie- nie mógł dłużej żyć bez ciebie…
- Co????!!!!!!
-Przed godziną poszedł w głąb lasu i powiedział tylko: „Idę jeszcze raz trasą miłości, może gdzieś tam ją znajdę. A jeśli nie to moje życie nie ma bez niej najmniejszego sensu i nie chcę się dłużej męczyć… i swoim następcą ustanowił Morta, który, nie uwierzysz jest moim mężem!!!
Nie słuchałam jej dalej, natychmiast pobiegłam w głąb lasu. „Trasą miłości” Rose nazywał drogę, którą niegdyś codziennie chodziliśmy, rozpoczynając od naszej starej jaskini, w której leczył moją łapę, idąc obok pułapki, z której mnie wyciągnął, lilli dzięki której mam imię, kamienia przy którym dowiedział się, że jestem w ciąży i kończąc na ogromnym wodospadzie, przy którym oglądaliśmy przepiękny zachód słońca. Zaczęłam biec tą trasą jak najszybciej się da. Miałam nadzieję, że zdążę zanim stanie się tragedia…
Nareszcie doszłam do wodospadu. Nie było go tam… Zaczęłam płakać a moje łzy kapały w dół wodospadu… Siedziałam tak piętnaście minut . Nagle usłyszał kroki kogoś zbliżającego się do mnie. Skoczyłam w krzaki i oddychałam jak najciszej, jak niegdyś przy polowaniu. Dając mi przeogromną radość nadszedł ciemny strasznie smutny, przystojny, młody wilk. Usiadł na samym skraju kamienia, tuż nad wodospadem. Usiadłam tuż obok, lecz nawet nie spojrzał w moją stronę.
-Co tu robisz?- spytałam lecz nawet nie odpowiedział- bo ja mam zamiar skoczyć…- dodałam udając zroszczarowaną
-Czemu- spytał słabo udając zainteresowanego odpowiedzią
-Straciłam jedyną osobę, dla której moje życie miało sens… A ty?
- Ja też- powiedział nie spoglądając nawet na mnie
-Jak się nazywała? Mój mąż to był Rose, miałam mieć z nim nawet dzieci… Straciłam to wszystko. Wiesz… wyglądał on całkiem jak ty. Miał niesamowite błękitne oczy. A ja jestem Suzann. A ty?
- Aha…
Siedzieliśmy tak jeszcze jakieś piętnaście sekund a następnie Rose odwrócił łeb w moją stronę, wytrzeszczył przeraźliwie oczy uchylił troszkę pysk i…
- Suzann- krzyknął- Suzann!!! Suzy!!! Sue!!! Suzy!!!- a potem zaczęliśmy się przytulać i całować
Przeszliśmy naszą trasą miłości i przespaliśmy noc w starej jaskini Rosa, tak zwanej kawalerce. Rose dokładnie opowiedział jak to było z tymi panterami. Udało mi się go ubłagać abyśmy oboje mogli należeć do watahy w mroku. Był tak szczęśliwy, że zgodziłby się na wszystko, z resztą tak samo jak ja. Gdy doszliśmy do domu przyszli do nas Balaa i Mohatu, pytający kiedy urodzą się dzieci. Od razu zgodzili się by Rose został członkiem watahy. Okazało się, że oba wilki już się znają! To był najszczęśliwszy dzień w całym moim życiu!!!

wtorek, 3 lipca 2012

Od Bali

Wróciliśmy do domu. Miałam mieszane uczucia. Byłam szczęśliwa ale i smutna po stracie jednego z dzieci. A dwójka maluchów smacznie sobie śpi razem z królikiem. Mohatu mówi, że muszę o tym zapomnieć. On też to przeżywa. Bierze na siebie wine. Mówi że nie dał rady mnie obronić. A to nie prawda. Dobra! Już się tym nie zamartwiam...
Za to mam też i powód do radości! Suzy odnalazła Rosa!Są razem tacy szczęśliwi.!
...

Od Mohatu

Ten wilk cały czas się ze mną szarpał. Strasznie bałem sie o Balę, że jej coś zrobi.Krzyknąłem:
-Balaa uciekaj! Musisz chronić nasze dzieci!
Wtedy ten wilk uśmiechnął się złośliwie i zostawił mnie. I wtedy stało się coś strasznego. Wilka skoczył prosto na Bale!
-BALAA NIEEEE!!!-krzyknąłem
Wilk kopnął ją raz w brzuch . Ona zemdlała. Rzuciłem się prosta na niego. Nie miał już żadnej szansy. Byłem tak wściekły. Rzuciłem go o drzewo. Dosyć daleko. Widziałem tylko jak się podnosi i odchodzi kulejąc. Pobiegłem szybko do Bali. Wziąłem moją biedną żonę na plecy i szybko pobiegłem do Suzy.
- Co się stało?!- zapytała Suzy i Luna jak tylko przyszłem
- Balaa...Wilk...Kopnął ją!Zasłabła! Proszę pomóżcie!- wyjąkałem...
Suzy kazała położyć Balę na macie, uspoić się i wyjść.
Czekałem trochę czasu. Nie wiedziałem co się dzieje z moją żoną... Po chwili wyszła Suzy. Była lekko uśmiechnięta.
-I co z nią?! Nasze dzieci żyją?!- zapytałem
- Mogło być o wiele gorzej...-powiedziała cicho Suzy
- A dokładniej?- zapytałem znów
- Mielibyście troje dzieci...- zaczęła Suzy
- Mielibyście?! Wszystkie nieżyją?!
- Nie. Nie zyje jeden. Pozostała dwójka żyje. To chłopiec i dziewczynka.
- Skąd wiesz że to chłopiec i dziewczynka
- Ponieważ Balaa obudziła się i je urodziła. To kopnięcie w brzuch przyśpieszylo porod. Jednak jest załamana z podu śmierci jednego ze szczeniąt.
- A czy mógłbym je zobaczyć.?
- Tak oczywiście. Ale po cichu , Balaa akurat je karmi.
- Dobrze
Weszłem i zobaczyłem leżącą Balę i dwa szczeniaki pijące mleko. Była to biało-brązowa wilczyca i szaro-czarno-bialy wilczek. Uśmiechnąłem się. Balaa spjrzała na mnie i się uśmiechnęła.Podszedłem do niej
- Wszystko będzie dobrze-powiedziałem
- Dlaczego? Dlaczego ten wilk nas zaatakował? Byśmy mieli jeszcze jedną córeczkę. Biedna mała...
-Nie przejmuj się... Bedzie dobrze. A jak z nimi? Są zdrowe?
- Tak, Suzy powiedziała że nic im nie jest. Myślałeś nad imionami?
- Mam imię dla wilczka. Dla dziewczynki nie za bardzo...
- A jakie imię dla chłopca?
- Myślałem o imieniu Raver. Mój bliski przyjaciel miał tam na imię.
- Swietne imie. A dziewczynka bedzie miec imie po mojej babci.
- Czyli?
- Efra.
- Super.
-Suzy powiedziala ze mozemy wracac do domu.
I jeszcze tego wieczoru wróciliśmy do domu

Od Oriona

Nudziło mi się więc poszłem się przespacerować. Spotkałem wilczyce. To była Suzann.
- Hej kto ty jesteś? Spytała.
- Orion a ty?
- Suzann, a to ty jesteś tym nowym.
- No. Gadaliśmy o naszych historiach. Gdy promienie zachodzącego słońca żuciły na nią swój blask. Wtedy powiedziałem.
- Ale ty piękna jesteś nie wiem jak ten twój Rose mógł cię zostawić.
- Przestań! Może musiał. Powiedziała to ze smutkiem.
- Dobra spokojnie tylko mówię. No to ja już sobie pójdę. Narazie.
 - Narazie. Gdy już odchodziłem widziałem że się smuciła ale nie chciałem zawracać jej już głowy moimi gadkami. Szczerze to bardzo fajna mi się wydała.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Od Balii

Wracaliśmy od rodziców Mohatu. Byliśmy w połowie drogi, gdy usłyszeliśmy dziwny szelest.
- Balaa stój-szepnął Mohatu- Czekaj...
Podszedł do krzaków. I nagle wyskoczył ogromny wilk!
- Balaa uciekaj!- krzyknął Mohatu
- Nie! Nie zostawię cię samego!- krzyknęłam zrozpaczona
Wilka szarpał się z Mohatu. Mohatu miał minimalną przewagę.
- Balaa uciekaj!Musisz chronić nasze dzieci - krzyknął Mohatu
Wtedy ten wilk uśmiechnął się złośliwie. Zobaczyłam , że patrzał się na mnie. Przestraszyłam się. Wilk przygotował się do skoku iii...! Skoczył prosto na mnie..! Usłyszłam tylko głos Mohatu:
- BALAA NIEEE!!!!
I zasłabłam...


niedziela, 1 lipca 2012

Od Oriona

Wyruszyłem w podróż. Gdy szłem wpadłem na jakiegoś wilka. To była Balaa. Spytała:
- Cześć. Kim jesteś? Po czym dodała: - Co robisz na mojej ziemi?!
- Cześć jestem Orion a ty? A i spokojnie nie zamierzam tu długo być.
- Jestem Balaa. Podrużujesz? Należysz do jakiejś watahy?
- Nie, nie należe do żadnej watahy, podrużuje bo odeszłem od moje rodziny i szukam gdzieś miejsca dla siebie. A ty co tu robisz?
- A mam watahe. Może chcesz dołączyć?
- No sam nie wiem....
- Śmiało! Po czym uśmiechnęła się.
- No dobra. Wiesz co...
- Co?
- Bardzo ładna jesteś.
- Przestań ja ma partnera!
- Ja nic nie sugeruje tylko mówie co widze.
- A może opowiesz swoją historie?
- Dobra... A więc tak:
- Gdy się urodziłem moja matka nie była jeszcze alfą bo była córką alf tak samo jak ojciec. Urodziłem się czarny, a w naszej krainie były tylko białe, szare i brązowe wilki. Mój dziadek podejżewał swoją córkę o zdradę, a co dziwne moje siosry i bracia byli po innym wilku. Moja matka była zaręczona z innym wilkiem z którym nie chciała być. Mama oddała mnie ojcu mówiąc że zaatakowały mnie inne dzikie zwierzęta. Alfa niebios czyli dziadek napdał na watahe Mroku po czym wybuchła wielka wojna matka uratowała mnie i później musiała mnie pożucić. Dalej się wychowywałem sam chociaż ciągle byłem w watadze Mroku. Gdy byłem mały miałem harakter milutkiego szczeniaka, a teraz już nie jest taki. Postanowiłem odejść i poszukać gdzieś indziej miejsca.
Wiem wiem troche źle to opowiedziałem ale chciałem trochę krócej to opowiadać. Szliśmy 2 godziny i doszliśmy do wspaniałego miejsca. Balaa przedstawiła mnie wszystkim i zapoznała. Po czym dała mi własną jaskinie.

Od Mohatu

Będę ojcem, będę ojcem!- te dwa słowa ciągle chodziły mi po głowie. Strasznie się cieszę! Dzisiaj rano byliśmy jeszcze u Suzy i Luny. Powiedziały że za góra tydzień Balaa urodzi. Zaczynamy przygotowania...
 . . .
Poszlismy do moich rodziców. Z tego całego zamieszania zapomnieliśmy im o tym powiedzieć.
- Cześć , co u was słychać?- powiedziałem
- O to wy -powiedziała mama
- Przyszliśmy tylko na chwile...- powiedziała Balaa
- A co was sprowadza?- zapytał ojcie
- A chcemy wam coś powiedzieć- powiedziałem z uśmiechem
- Tak? Czy coś się stało?- zapytala zaniepokojona mama
- Tak:) Balaa jest w ciązy:)- powiedziałem
- Naprawdę? To cudowna wiadomość? Kiedy ma termin?
- Za kilka dni. Ale może być wcześniej
- Czuję już jak kopią... Mysle że będzie ich więcej niż jeden- powiedziała Balaa
- Jak ogromnie się cieszę! Będę miała wnuki-powiedziała mama
- My też się cieszymy-odparła Balaa
- Ale teraz musimy juz iść , bo Balaa musi odpoczywac-powiedzialem
- Ależ oczywiście! Balaa ,jak tylko wrócisz, to od razu sie połóż!- powiedziala z troską moja matka
- Dobrze- odparła Balaa
Chociaż wiedziałem , że tego nie zrobi. Ona ciągle musi coś robić...
Pożegnaliśmy się i poszliśmy do domu...


Nowi członek!

Imię: Orion
Wiek: 3 lata
Płeć: Samiec
Stanowisko: Szpieg
Moce: Potrafi zamienić się w inne zwierze i ducha, przywołuje wszystkie zwierzęta które mu pomagają ( za pomocą medalionu ), ma moc światłości i mroku, chodzi po wodzie za pomocą medalionu.
Charakter: Czasami miły i przyjazny, gdy pokocha kogoś to już nie przestanie, tajemniczy, odważny, potrafi być bardzo złośliwy i wścibski, ciekawski.
Partner: Szuka
Rodzina: Ojciec był alfą Mroku, a jego matka była alfą Niebios.
Opiekun: Uwaga Oszustka!!!


Nowy członek !

Imię : Hanako
Płec: Samica
Charakter: Miła, wesoła, psotka, odważna
Pozycja w stadzie: strażniczka
Partner: Kiba
Właścicielka: Sasuke the Hero

Od Suzann (ciąg dalszy)

Po 20 dniach leżenia w jaskini Rosa powiedział, ze wreszcie mogę wstać. Na początku ledwo mi się to udawało, ale z jego pomocą już po paru godzinach znów mogłam chodzić. Nagle uświadomiłam sobie, że nic o nim nie wiem… oprócz oczywiście tego jak się nazywa. Nie było mi wiadome skąd pochodzi, jak znalazł się w tym lesie, kto jest jego rodziną, ani czemu doszedł do takiego toku rozumowania. Wiedziałam jednak, że jest mi bliższy niż ktokolwiek inny na całym tym złożonym świecie. Pierwszy raz w całym moim złożonym życiu poczułam, że nie mogłabym dłużej żyć, gdyby nie było go przy mnie.
Parę dni później oboje doszliśmy do wniosku, że trzeba znaleźć mi jakąś jaskinię, w której mogłabym zamieszkać.
-Szukaliśmy już chyba wszędzie- powiedziałam po paru godzinach z rozczarowaniem
-Nie wiem jak to możliwe, że w całym, tak ogromnym lesie jest tylko jedna jaskinia, odpowiednia dla wilka!
-Nom i niestety jest zajęta przez pewnego, uroczeg…- nie zdążyłam powiedzieć, bo Rose mi przerwał, zapominając chwilowo o naszej rozmowie
-Nie wierzę!!!- powiedział z ogromną radością-To jest lilia?!?!
-???-spojrzałam ze zdziwieniem na mojego towarzysza
-Ale jak ona się tu uchowała!!!
-O co ci chodzi?
-Spójrz tylko!- mówiąc to Rose odsłonił gałąź przesłaniającą przepiękny kwiat, jaki widziałam pierwszy raz w życiu
-O jej! Niesamowite! Nigdy w życiu nie widziałam niczego piękniejszego!- odpowiedziałam podniecona
-Tak, jest naprawdę niesamowita!- po czy po chwili dodał, troszkę bardziej opanowany- wiesz… ja… widziałem- mówiąc to znów spojrzał na mnie pełną głębią swych błękitnych, zachwycających oczu i znowu coś zaczęło mnie rozdzierać od środka, ale nie był to żadnego rodzaju ból, tylko coś, coś zupełnie od bólu się różniącego…
-Co takiego?- odpowiedziałam po dłuższej chwili, udając troszeczkę zagubioną
-Chyba mam już dla cb idealne imię- powiedział Rose, zmieniając odrobinkę temat- Myślę, że powinnaś nazywać się Suzann…
-Co?... Czemu akurat Suzann?
-Po łacinie imię Suzann oznacza lilię, taką jak ta…
Później oboje spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy i wszystko już było wiadomo… Rose przytulił się do mnie i wyznał mi miłość. Po chwili usłyszałam zbliżające się do nas, dość spore stado wilków.
-Uciekajmy!- powiedziałam cicho
-Ale dlaczego?- odpowiedział zdziwiony Rose
-Słyszałam wilki!
-Nie możemy uciekać, przed wszystkimi wilkami, których nie znamy, po za tym ja nic nie słyszę, może ci się tylko zdawało...
Nim Rose zdążył skończyć stanął za nim wielki, dobrze zbudowany wilk, bez jednego oka. Jego wygląd był przerażający…
-Co robicie na naszej ziemi!- ryknął wilk, patrząc tylko na mnie i nie zwracając większej uwagi na stojącego tyłem Rosa
-To nie jest wasza ziemia! Należy do wszystkich zwierząt…- odpowiedziałam szczerząc kły, ale natychmiast przestałam, gdy zobaczyłam mnóstwo przerażających wilków wyłaniających się zza pleców swojego guru
-Tata?...Ale to niemożliwe- powiedział nagle, wcześniej nie zauważony zbytnio Rose- Przecież… Myślałem, że te pantery cię zabiły!- po czym zaczął tulić się do ogromnego, przerażającego wilka
-Rose! Synu! Jak ty wyrosłeś!- odpowiedział, już całkiem innym głosem ogromny wilk- Tak długo cię nie widziałem! Podczas wojny z tymi panterami byłeś jeszcze przecież szczeniakiem. A tu proszę; stoi przede mną dorosły, groźny wilk!- powiedział i nagle uświadomił sobie, że Rose nie jest sam- Ojj… gdzie moje maniery! Witam panią- mówiąc to spojrzał na mnie, już z całkiem innym wyrazem twarzy( pyska)- Synu nie przedstawisz mi swojej towarzyszki?
-Oczywiście!- powiedział odrobinkę zagubiony Rose- To moja… ych…
-Narzeczona- dokończyłam, radując tym przeogromnie Rosa
-Nazywa się… yyych…
-Suzann- znów pomogłam mu skończyć
-No, no, no nieźle! To kiedy ślub?
Oboje nie wiedzieliśmy co odpowiedzieć( tym bardziej, że ja nie wiedziałam co to znaczy). Później dołączyliśmy do watahy Warrisa( tata Rosa), a następnego dnia wzięliśmy ślub. Okazało się, że wataha ma swoją siedzibę na małej polanie, na około której był ogromny las, w którym przedtem mieszkaliśmy. Zostaliśmy zakwaterowani w dużej, przytulnej jaskini, a ponieważ samiec alfa( ojciec mojego męża) nie miał odpowiedniej kandydatki na partnerkę, my zostaliśmy parą alfa. Ale to nie był koniec dobrych wiadomości. Okazało się, że zaszłam w ciążę. Dopiero w tedy uświadomiłam sobie, że tak naprawdę , w głębi duszy zawsze o tym marzyłam. Myślałam, że lepiej już być nie może i że nic nie sprawi, że stracę to wszystko. Miałam ukochanego męża, wielu przyjaciół i dzieci w drodze! Nie odczuwałam już żadnego strachu ani lęku, wreszcie nie musiałam ukrywać się przed innymi i codziennie walczyć o życie!
Nasze szczęście nie trwało jednak wiecznie, tak jak to sobie zaplanowałam. Gdy byłam w trzecim tygodniu ciąży naszą watahą zainteresowały się pantery, tworzące niemałe stadko. Nawet nas nie ostrzegły… Zaatakowały o brzasku… Wszyscy jeszcze spali… Pantery opracowały genialną strategię- otoczyły naszą polanę, a następnie po woli, cichutko zaczęły zbliżać się do każdej wilczej jaskini. Najwięcej, najgroźniejszych kotów miało zaatakować jaskinię pary alfa… Obudziłam się nim zdążyły dojść do polany. Zerwałam się na równe nogi( łapy) i gdy uświadomiłam sobie co się dzieję poczęłam budzić Rosa. Od razu wybiegliśmy z jaskini, by upewnić się czy to prawda. Nie przesłyszało mi się… To była prawda, okrutna prawda. Oboje zaczęliśmy wyć na alarm by obudzić resztę watahy, ale było już za późno… Pantery właśnie dotarły na naszą polanę. Miałam wrażenie, że jest ich nieskończenie wiele… Znowu ogarnął mnie taki strach, jak w tym dole, z którego wyciągnął mnie Rose. Nie mogłam nawet drgnąć, nie mówiąc o ucieczce, czy walce.
- Sue.- Powiedział nagle niesamowicie spokojnie Rose i polizał mnie w policzek- Kochasz mnie?
- Oczywiście- odpowiedziałam już spokojna- dlaczego pytasz?
- Jeśli naprawdę mnie kochasz, to uciekaj tak szybko, jak bardzo mnie kochasz… i nie oglądaj się za siebie…
- Rose, ale przecież…
- Jeśli naprawdę mnie kochasz…
Nie mogłam zrobić nic innego, jak tylko uciekać… Schowałam się w jaskini, w której przedtem mieszkał Rose i czekałam… Czekałam bardzo długo… Codziennie wychodziłam przed jaskinię i wypatrywałam… Ale on nie przyszedł… Już go więcej nie widziałam… Na dodatek okazało się, że poroniłam… Straciłam wszystko… Nie wiedziałam co mam robić…
Pewnego dnia przypomniało mi się, że Rose mówił mi kiedyś o pewnej mądrej małpie mieszkającej w lesie, która pomoże wyjść z każdej strasznej sytuacji. Był to niejaki Rafiki. Postanowiłam go odnaleźć. Łudziłam się, że on może mi pomóc. Gdy go odnalazłam zaczęłam opowiadać mu szczegółowo co mi się przydarzyło. Miałam wrażenie, że w ogóle mnie nie słucha, ale mówiłam dalej. Gdy wreszcie skończyłam powiedział tylko: „ Twoje serce ma być dumne” i natychmiast uciekł. Nie zdążyłam zapytać nawet co to oznacza. Wracając do jaskini po raz kolejny zobaczyłam lilię, nad którą dawniej razem Rosem się zachwycałam. Usiadłam przy niej i zaczęłam się wpatrywać. W tedy zrozumiałam o co chodzi małpie. Moje serce należy i zawsze będzie należało do Rosa. Powinnam więc żyć tak, aby mój ukochany, gdy się odnajdzie, mógł być ze mnie dumny. To właśnie w tedy przestałam polować i odnalazłam drzewo, którego owocami żywił się Rose. Zaczęłam zgłębiać też, które zioła pomagają w jakich okolicznościach chorobowych i nauczyłam się porozumiewać telepatycznie z innymi stworzeniami. Od tamtej pory umiem też panować nad ruchem i zachowaniem różnych roślin. Pozostało mi tylko czekać…
Do tej pory błąkałam się po ogromnym lesie i szukałam jakichkolwiek wiadomości o kim kolwiek z mojej watahy. Nie udało mi się znaleźć nikogo… Spotkałam jednak Balę, która pozwoliła mi dołączyć do swojej watahy. Jestem jej za to przeogromnie wdzięczna :-*

sobota, 30 czerwca 2012

Od Bali

Zbudziłam się bardzo wcześnie.Czułam że dzisiaj Mohatu wroci. Nie mogłam się doczekać , kiedy mu to powiem! Ale słońce dopiero wschodziło. Postanowiłam na coś zapolować. Pobiegłam do tej części lasu, gdzie biega duzo zajęcy. Od razu schwytałam jednego. Oczywiście nie zabiłam go od razu. Pobiegłam z nim szybko do jaskini. Ale niechcąco zraniłam go w łapę. Odstawiłam go na ziemię. Patrzał na mnie przestraszony. I wtedy przypomniały mi się słowa Mohatu:" Nie zabijaj biednych zwierząt. Możesz jesć to co one"... Nie będę go jeść.! To naprawde nie wporządku. Pójde poszukać jakiś jagód albo śliwek. Ale co zrobić z tym zajączkiem... Co ja zrobiłam?! Dobra... Położę go na kocu , później polecę po bandaż do Suzy i nazrywam mu świeżej trawy.
...
Wybiegłam z groty. Znalazłam troche jagód, którymi zaspokoiłam głód. Później poszłam po trochę trawy. Wróciłam z pękiem trawy w pysku. Królik lezał na kocu z przymrużonymi oczami. Mniej się bał. Od razu zaczął jeść trawę , którą przyniosłam. Pobawiłam się z nim trochę. Nim się obejrzałam było już południe. Nagle usłyszałam wycie wilka. Bardzo znajome wycie!: ) To Mohatu! Wybiegłam szybko. Przed jaskinią stał Mohatu, Kiba i ... i Kelly! Był z nimi też jakiś szczeniak. Zapewne syn Kelly. Zapomniałam na chwile o ciąży.
-Kelly!- zawołałam
-Balla?!To ty!- zawołała Kelly
-Jak dobrze cię widzieć. Myślałam że już nigdy się nie spotkamy!
-Ja tak samo! Nie wiesz nawet jaka jestem szczęśliwa!
-Jak ja za tobą tęskniłam
- Zaraz, zaraz. ! A ja?- powiedział ze smiechem Mohatu
-No za tobą też- powiedziałam- Chodźcie do środka!
Kelly powiedziała mi wszystko. Szczeniak był jej synem. Miał na imię Koda. Opowiedziała mi także o mężu , który jest na wojnie. A ja jej opowiedziałam co działo się u mnie. W końcu Kelly zapytała:
-Balaa, a wy macie jakieś dzieci? Raver pewnie chętnie by się pobawił- powiedziała i mrugnęła do Kody.
-Właściwie to jeszcze nie... Ale już niedlugo- powiedziałam z uśmiechem
- Zaraz, zaraz.. Jak to niedługo!?- zapytał zdziwiony Mohatu
- Mohatu, będziemy mieli dziecko.! :)
- Na-na-naprawdę?!-zapytał niedowierzając
-Tak naprawde. Dowiedziałam się o tym wczoraj.
- Balo, to cudownie- wykrzyknął Mohatu
Następnie Kelly zaczęła nam gratulować.
...
Stali się nowymi członkami stada. Koło nas była trochę mniejsza jaskinia, gdzie zamieszkali. Natomiast Mohatu i ja rozmawialiśmy do późnej nocy. On był zachwycony faktem , że zostanie ojcem. Gdy już układaliśmy się do snu, ten rzucał propozycje imion. Jak dobrze że już niedługo maluch będzie z nami.

Od Mohatu

Razem z Kibą dochodziliśmy prawie do stada Chanel.Szliśmy przez las prowadzący do ich terytorium , gdy zobaczyliśmy szczeniaka. Wołał:
-Kelly!Kelly! Tutaj! Goń mnie!
A wtedy serce zabiło mi mocniej. Prawdopodobnie ją znaleźliśmy Kelly!
Zza krzaka wybiegła beżowa wilczyca. Tak to ona! Jest dokładnie taka jak opisywała mi Balaa.

Patrzała na nas zdziwiona.
-Kim jesteście-zapytała
-Witaj. Jestem Mohatu. Nie znasz mnie , ale ja ciebie tak.
-Jak to?! Skąd?
- Znasz może Bali?
-Balaa? !! Ona tutaj jest? Naprawdę?!-powiedziała zachwycona
-Nie jest tu ze mną. Ale jest całkiem niedaleko. Ma swoją watahę. Jestem jej mężem. Prosiła abyś dołączyła do jej watahy , jeśli bym cię znalazł.
- Myslałam że już nigdy się nie spotkamy. Zaprowadzisz mnie do niej?
-Tak.
-A mogę zabrac mojego syna?
-Masz syna? A twój mąż?
-Mój mąż... Yy.. On jest na wojniee...
-Nie martw sie.. Na pewno kiedyś wróci.
-Mam nadzieję.
W czwórkę wrociliśmy do naszej watahy.

Od Bali

Dzisiaj dziwnie się czuję. Boli mnie głowa i zbiera mi się na wymioty. Ale po co się przejmować. To pewnie z tego podekscytowania. W końcu Mohatu poszedł szukać Kelly! Jestem taka szczęśliwa.!Wierzę , że ona wciąż żyje. Zawsze była taka silna. Ciekawe co teraz robi.. Czy ma rodzinę? Meża? Dzieci? Jestem tak tego ciekawa... Ból jeszcze bardziej się nasila. Pójde do Suzann , żeby dała mi jakieś leki , żeby przestało boleć.

Jestem prawie na miejscu. Już od dłuższego czasu czuć zapach tych wszystkich ziółek Suzy. Chyba mnie usłyszała , bo wyszła z jaskini. Jak zwykle jej piękna grzywka powiewała na wietrze.
-Witaj, Bali-powiedziała miłym głosem-Co cię do mnie sprowadza.
-Nie wiem co się ze mną dzieje. Dziwnie sie czuje. Boli mnie głowa i zbiera mi się na wymioty.-powiedziałam
-No dobrze. Zapraszam do środka. Zaraz wszystko sprawdzimy.
Weszła, do srodka. Jak zwykle pełno kwiatów. W środku była także Luna- uzdrowicielka. Usiadłam na środku. Suzy potrafiła po prostu wyczuć co mi jest. Ale ja nie mogłam się ruszać. Stałam tak przez kilka minut , aż Suzy otworzyła oczy. Jej zielone oczy, zrobiły się jeszcze większe niż zwykle. Bałam się. Ale ona się uśmiechnęła. Nic nie mówiła. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam:
-Suzy, czy ty wiesz co mi jest?
-Tak.To napewno dla ciebie wspaniała wiadomość.
-Tak? A jaka?-powiedziałam zdziwiona
-Jesteś w ciąży ! - prawie że krzyknęła.
-C-c-co?Na-naprawdę??!-nie umiałam nic wykrztusić, ale byłam szczęśliwa
-Tak:) Na pewno. To już niedługo:)
 Ucałowałam ją tylko i zaraz wybiegłam z jaskini. W podskokach wróciłam do jaskini. Czemu nie dowiedziałam się wcześniej? Czemu Mohatu musiał akurat teraz wyruszyć...

środa, 27 czerwca 2012

Od Suzann (jej historia)

To może zacznę od początku, od samego początku… Moja matka… Może inaczej… Nie miałam rodziców. Nie wiem kto był moim ojcem. Moja matka prawdopodobnie zmarła przy porodzie, bądź zabiły ją inne zwierzęta, albo ludzie. Dokąd tylko sięgnę pamięcią, zawsze byłam sama… całkiem sama. Sama nauczyłam się polować, znajdywać kryjówki itp. Nikt nie wiedział o moim istnieniu. Nikomu nie pozwalałam się do siebie zbliżyć. Miałam na tyle dobrze rozbudowane zmysły, że gdy tylko wyczułam czyjąś obecność na odległość 100 metrów, od razu uciekałam jak najdalej. Widziała mnie tylko zwierzyna, na którą polowałam, ale było to tylko parę chwil przed jej śmiercią. Nie miałam przyjaciół, rodziny. Nie potrafiłam kochać, śmiać się, bawić. Moje życie polegało na ciągłej ucieczce, walce.
Pewnego dnia jak zwykle poszłam na polowanie. Od razu wyczaiłam jelonka( później dowiedziałam się, że był to niejaki Bambi  i zaczęłam się po cichu skradać. Byłam nie do usłyszenia, ale jelenia coś wystraszyło i zaczął uciekać. Biegłam za nim i już prawie go miałam, już naprężyłam mięśnie do skoku, skoczyłam i zamiast na zwierzynie, wylądowałam w dole… ogromnym dole. Była to pułapka, jaką ludzie zastawili na dzikie zwierzęta. Sparaliżował mnie potworny strach, nie do opisania, który jest tak silny, że ledwo łapie się oddech, nie mówiąc już o próbie ucieczki, czy wzywaniu pomocy. Nie potrafiłam się nawet lekko poruszyć. Spojrzałam na moje łapy. Jedna z nich była potwornie pokrwawiona. Była zamknięta w kolczastej pułapce. Nie miałam żadnej nadziei. Byłam pewna, że umrę. Nie miałam kompletnie żadnego pomysłu na ucieczkę. Po dwóch tygodniach przebywania w dole, traciłam już jakąkolwiek nadzieję i siły. Czułam, że zaraz zemdleję… Zerknęłam w górę i ujrzałam stojącego nade mną przystojnego, młodego wilka. Pierwszy raz widziałam go w tym lesie. Zdążyłam tylko cicho warknąć i zemdlałam…
Gdy się obudziłam ujrzałam głębokie, błękitne oczy wpatrujące się pytająco we mnie. Od razu zerwałam się na równe nogi i natychmiast upadłam. Moja chora łapa była obłożona różnymi ziołami i owinięta jakąś lianą…?
- Cześć :-D- Powiedział wilk siedzący obok mnie, którego zobaczyłam nim zemdlałam.
- Kto ty?- Spytałam po dłuższej chwili
- Dziwna jesteś… - odrzekł- W każdym bądź razie nazywam się Rose, a ty?
- Co to znaczy?- zapytałam ze zdziwieniem
-Jak to! Nie wiesz?. To może inaczej, jak mówią do cb znajomi?
-Nie mam znajomych…
-Rodzina?
-Brak, a co to znaczy?
- To może masz chociaż matkę, jakiegoś dziadka… kogokolwiek?! Musisz przecież jakoś żyć! Kto cię nauczyły jak znaleźć pożywienie, kryjówkę?
- Sama…
- Dobra… tym zajmiemy się później. Najpierw znajdziemy ci jakieś imię… Może … Rosalita, bardzo ładnie
-O co ci chodzi? Po co mi to co nazywasz „imię”?
- Bo muszę cię jakoś nazywać
- Nie, ja już idę- Gdy to powiedziałam zaczęłam się starać podnieść, ale zachwiałam się i upadłabym, gdyby Rose nie złapał mnie w ostatniej chwili…
-Nie możesz się ruszać, musisz teraz leżeć. A wracając do twojego imienia to może Kesja?
- Nie. Muszę coś zjeść. Idę polować…- mówiąc to znów starałam się podnieść, ale Rose zatrzymał mnie łapą i powiedział:
-Czemu?
-???
-Dlaczego zabijasz bezbronne zwierzęta?
-A co mam jeść?
-Poczekaj zaraz ci przyniosę coś w zamian.
Rose wyszedł na chwilę z jaskini a po chwili ujrzałam go przy mnie z jabłkiem w pysku.
-Mam, jeść owoce?
- To nie jest zwykły owoc, jest tak pożywny jak mięso zwierząt, a nie musisz zabijać stworzeń, które nic ci nie zrobiły i nie mają żadnych szans w walce z tobą…
Mimo, że jeszcze 10 minut temu uważałabym to za głupotę, to patrząc w jego piękne, ogromne oczy poczułam, że on w to wierzy i żyje tą wiarą. Poczułam, że w jego toku rozumowania może być jakaś prawda i nie potrafiłam nic odpowiedzieć na tą jego idee.
...............

Od Mohatu

Bardzo stresowałem się podczas ślubu. Kocham Balę, nawet oddałbym za nią życie... Ale teraz zaczynamy nowe życie...

Przyszliśmy właśnie do jaskini. Bardzo się ucieszyłem że nie będziemy musieli mieszkać u Bali w domu. Czułbym się nieswojo.A nasz nowy dom był większy od jaskini Bali. I nagle przypomniała mi się Kelly.
- Balaa..
-Tak?-zapytała , z lekkim niepokojem
-Tak sobie myśle , że od jutra zacznę szukać Kelly..
-Naprawdę?!
-Tak:)
-Jesteś taki kochany.. Bierzesz kogoś ze sobą?
-Tak..Zabiorę Kibę.Juz rozmawiałem z nim na ten temat. Wyruszamy jutro o świcie.
-Dobrze że o wszystkim pomyślałeś.Jak długo cie nie będzie?
-Góra dwa dni. Ale myślę , że krócej. Najpierw idziemy do stada Chanel.A następnie do stada Blacka.
-Świetnie! Bardzo ci dziękuję.!

Rozmawialismy potem.. ooo.. różnych rzeczach:) A potem poszlismy spać : )

Od Bali

Dzisiaj jest bardzo wazny dzień. Nasz ślub odbędzie się po południu. Obudziłam się bardzo wcześnie rano. Słońce dopiero wschodziło. Postanowiłam przejść się na krótki spacer.Rozmyślałam o rozmowie z rodzicami Mohatu. Może trzeba już pomyśleć o dzieciach? W koncu ktoś musi przejąć naszą władze.. A nam w każdej chwili może się coś stać.. Szłam sobie rozmyślając i nagle zobaczyłam tego samego kwiata.. Nie wiem czy wiecie , ale ja i Mohatu poznaliśmy się własnie dzięki takiemu kwiatowi. Otóż wtedy szłam od mojej babci Sahary. No to idę rozmyslając. Nagle zobaczyłam pnącze. A na samej górze był ten piękny kwiat. Bardzo chciałam go mieć, ale nie mogłam go dosięgnąć. I wtedy usłyszałam szelest . Przestraszyłam się i zawarczałam. I ku mojemu zaskoczeniu wyskoczył szary, dobrze zbudowany wilk. Usmiechnął się do mnie , spojrzał na kwiat , podbiegł i go zerwał. Dumnie podniósł głowę do góry i mi go dał. Tak się poznaliśmy. Dołączył do mojej watahy. I tak jest do dzisiaj...

Gdy widze łzy wzruszenia u rodziców Mohatu mnie też chce się płakac..Gdy patrzę na Kwiaty Zakochańce , przypomina mi się to co przeżyliśmy przy Źródle Miłości...Podchodzimy do Wielkiego Radnego.
-Powtarzajcie za mną-mówi Radny z usmiechem- Przyrzekam , ze nie opuszczę cię aż do śmierci
-Przyrzekam , że nie opuszczę cię aż do śmierci- powiedzieliśmy
-Że będę zawsze cię kochać i razem z tobą rządzić watahą
-Że będę zawsze cię kochać i razem z tobą rządzić watahą
- I ze zawsze będę cię wspierać
- I że zawsze będę cię wspierać-powtórzylismy
Potem Radny wygłosił mowę , której nie jestem w stanie wam powtórzyć. Gdy mówił , zachciało mi sie płakac. I ze szczęścia i ze smutku. Tak bardzo chciałam żeby Kelly była na moim ślubie!

Ceremonia zaslubin zakończyła się.Poszliśmy do naszej nowej jaskini...

Nowy członek!

 
Imię :Luna
Wiek :2 lata
Płeć :Samica
Stanowisko :Uzdrowicielka
Moce: potrafi wyczytać przyszłość z gwiazd, włada nad ogniem, moc uzdrawiania innych(w niebezpieczeństwie ogień ją chroni)
Charakter :nieśmiała, nieufna, tajemnicza,boi się nawiązywać kontakty z innym .Wilkom którym zaufa i tak nie mówi wszystkiego.
Partner :nie ma
Rodzina :nie żyje
Opiekun : Tobka

Nowy członek ! : )

 
 
Właściciel: zuzka248
Imię:Suzann (Suzy, Sue)
Wiek: około2 lata
Płeć: samica
Posada: medyk
Moc specjalna: panuje nad roślinami i potrafi porozumiewać się telepatycznie z innymi zwierzętami i roślinami
Charakter:Łagodna, miła, przyjazna, da się lubić, czasem skryta( lepiej w tedy nie naciskać ;-P), po wielu nie miłych przejściach, dobra kumpela, jakimś cudem wegetarianka, kocha wszystkie roślinki i inne zwierzęta
Partner: zaginął

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Nowy Członek!


imię:Julia
wiek:13
rodzaj:Psi-wilk
kolor:biało szary
partner:Marcel
wiek:Marcela 15
rodzaj Marcela:tak samo
kolor Marcela:biało-czarny
właściciel psiako-wilków:lpsmaniak
ulubiony kolor mój i Marcela:biały i różowy
data rozpoczęcia chodzenia :21.05.2006
data pierwszej kłótni:15.6.2006

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Od Qlairy

Włóczyłam się smętnie po ubitych ścieżkach ciemnego lasu... Usłyszałam jakiś szelest i podleciałam w górę. Zobaczyłam lwy i tygrysy takie jak ja. Pomyślałam : " Tak długo nie mam rodziny. Może chociaż przyjaciół zdobędę...". Zleciałam w dół. Najpierw podeszłam do największej samicy, którą okazała się Sadil.
-Kim jesteś? Co tu robisz? - Sadil zasypała mnie setką pytań.
-Jestem Qlaira. Jestem tu, by zapytać czy mogę się do was dołączyć. Jestem dobra w łapaniu zwierzyny z powietrza - odpowiedziałam.
-Jestem tu przywódcą i rządzę tu razem z Niju. Zapytam go czy możesz dojść - rzuciła ciepło i odbiegła do ciemnej jaskini.
To, o czym rozmawiali nie słyszałam. Docierały do mnie tylko nieliczne słowa:
- ... tygrysica ..... bo .... mówi, że.... potrafi... niech będzie... ją.
Podeszli do mnie, pokazałam im jak poluję na dziku, zobaczyli również moje inne możliwości. Przyjęli mnie! To jest mój ulubiony dzień, ponieważ od dziś nie będę samotna i smutna!

Od Mohatu ( C.D. opowieści Bali)

Ustaliliśmy z Balą , że jeszcze dziś porozmawiamy z Radą Wilków o naszym ślubie. Byliśmy prawie w domu. Nagle zobaczyłem kwiat. Ale to nie był zwykły kwiat. Był to Kwiat Zakochaniec. A nazywał się tak ponieważ na płatkach i liściach były "narysowane" serca. Zerwałem go po kryjomu.Był wschód Słońca.
-Bali, możesz na chwilę zamknąć oczy?-zapytałem
-No dobrze..-odpowiedziała trochę nie pewnie.
Zamknęła oczy. Wziąłem kwiat starannie do pyska.
-Otwórz oczy-powiedziałem szeptem
Ona je otworzyła. A gdy zobaczyła tego kwiata otworzyła je jeszcze szerzej.
-Proszę-szepnąłem
-Ohh.. Dziękuję-powiedziała
Mocno się do mnie przytuliła i polizała w nos.Poprosiła żebym włożył jej go za ucho.Tak też uczyniłem.. Jaka ona jest pięknaaa..Doszliśmy do naszego stada. Balaa jak zwykle witała się z wszystkimi.Od razu poszlismy do Rady Wilków.
Przywitała nas miła, stara wilczyca. Weszliśmy do podziemia,. Na skałach siedziało kilka wilków.Podeszliśmy do tego na największej skale.
-Witajcie-powiedział-Co was tutaj sprowadza?
-Droga rado-zacząłem- Chcielibyśmy was o coś zapytać.
-Słuchamy.. O co chodzi - odpowiedział
-Razem z Balą chcemy prosić o ślub..
-O ślub?-lekko zaskoczony zapytał
-Tak - odpowiedziała szybko Balaa
-Bali, prosilismy cię , żebyś znalazła męża i proszę! Oczywiście ślub się odbędzie. Zwołam dzisiaj wszystkie wilki żeby im to ogłosić.
-Dziękujemy bardzo-odpowiedzieliśmy jednoczesnie
-Ślub odbedzie się za dwa dni
-Dziękujemy!-powiedziałem
Wybieglismy szczęśliwi..Balaa zaproponowała , żebyśmy powiedzieli o tym moim rodzicom. Musicie wiedzieć , że rodzice Balii nie żyją. Zginęli na wojnie. Balaa zdążyła uciec i załozyła własną watahę.
Doszliśmy do mojego domu. Moi rodzice pewnie się ucieszą. Bardzo lubią Bale.
-Ojcze!Matko!-zawołałem
-Coś się stało?-odpowiedziała matka
-Nie tylko ja i Balaa chcemy wam coś powiedzieć
-Słucham
-Za dwa dni ja i Balaa bierzemy ślub!
-Naprawdę?To fantastyczna wiadomość-krzyknął ojciec
-My także się cieszymy - powiedziała Balaa
- Nasz syn na pewno nigdy cie nie zawiedzie- zapewniała mama
-Gdzie później planujecie mieszkać?-zapytał ojciec
-Prawdopodobnie w mojej jaskini, ale Mohatu nie jest za tym pomysłem-powiedziała Balaa
-Dlaczego , synu-zapytała mama
-Ponieważ wolałbym sam znaleźć nam dom , a tak to będę czuł się tak jakoś dziwnie.. - powiedziałem
-Przecież wcale tak nie będzie! Przecież będziemy razem polować - powiedziała Balaa
-No dobrze, dobrze jeszcze to przemyśle- odpowiedziałem
Później tata pytał się gdzie byłem przez te trzy dni i zadawał przeróżne pytania. Nagle mama zapytała:
-Synu, mam nadzieję , że doczekamy się wnuków- i rzuciła porozumiewawcze spojrzenie Bali , a ta się uśmiechneła
Spojrzałem skrępowany na Bali i powiedziałem:
-Eee.. Znaczy się .. Ja jestem jak najbardziej za .. Ale.. ee... Nie wiem co na to Bali..
-Ja też! Przecież wiesz jak uwielbiam dzieci!- odpowiedziała z uśmiechem
-W takim razie bardzo się cieszymy- powiedziała mama
Powoli zbliżał sie wieczór i postanowiliśmy iść już do domu...

Od Simby


Rano już się cieszyłem na to że zobaczę Nalę. Jej rodzice nie wiedzieli gdzie jest. Powiedzieli, że musiała wyjść wczesnym rankiem. Już wiedziałem gdzie jest. Napewno nad strumykiem koło wodospadu. Miałem dla niej niespodziankę. Biegnę do wodospadu patrzę Nala, wyglądała na zamyślaną. Podeszłem ją od tyłu i przestraszyłem. Skoczyła w wodospad. Plan się powiół. Następnie skoczyłem za nią.
-Hej, przestraszyłem cię?-powiedziałem.
-Tak bardzo ale dzięki tobie odkryłam tą jaskinię-odpowiedziała zachwycona.
-Fajna ta jaskinia-ztwierdziłiłem bo ją odkryłem sam dopiero niedawno.
-To nasze miejsce tylko nikomu nie mów-zaproponowała.
-Ok. Myślisz o tym co ja?-zapytałem.
-Chyba tak. Na trzy.-powiedziała pełna entuzjazmu.
-Jeden-zacząłem odliczać.
-Dwa.
-Trzy!
Skoczyliśmy przez wodospad. Lądowanie w jeziorku było fajne. Potem spędziliśmy długi czas na chlapaniu się i pływaniu. Kiedy wracaliśmy do stada była zadowolona. Ja sam z siebie też byłem. Nala jest cudowna jako przyjaciółka i dziewczyna.
-Gdzie byłaś Nala?-pyta ją Mohatu.
-Nad strumykiem od samego rana-odpowiada spokojnie.
-Choć lepiej z Simbą na wasze spóźnione śniadanie-zaprosił nas.
Rozmawiałem z Nalą. Opowiedziałem jej o tym, że sam ją niedawno odkryłem. I pokazanie jej tego to miała być niespodzianka.
-Simba! Jesteś cudowny! Kocham cię!-wykrzyknęła.
-No wiem. Dlatego twoje koleżanki za mną szaleją. Inni chłopacy też są fajni-odpowiedziałem szczęśliwy.
-Mnie już nie kochasz?-zapytał roześmiany Mohatu.
-Kocham-odpowiedziała.
Tak mi minął poranek. Poprawianie Nali humoru to fajna zabawa bo mi też poprawia humor.

Od Balii

To nasz ostatni dzień w nad Źródłem Miłości. Byliśmy już tutaj trzy dni. Te  ostatnie dni i noce były naprawdę wspaniałe! Przypomniała mi się pewna bardzo bliska mi osoba. Jest nią Kelly ... Kelly to moja przyjaciółka z dzieciństwa. Przez to , że jestem jedynaczką , pokochałam ją jak siostrę.Niestety rozdzielono nas.. Gdy nasze stado za bardzo się powiększyło , zaczęło brakować jedzenia. Podzielono nas na połowę. Każda trafiła do innej grupy. Płakałyśmy i błagałyśmy żeby nas przenieśli. Niestety przywódcą był wtedy wredny wilczur Kaubo. Nie zgodzili się. Każdy poszedł w swoją stronę. Nie wiem nawet gdzie poszła.. Dlatego ciągle ją szukam. A Mohatu jest dla mnie jak ona.. Tylko jeszcze bardziej go kocham! Moje rozmyślenia przerwał nadchodzący właśnie Mohatu.
-Nad czym tak rozmyślasz?-zapytał
-Pamiętasz Kelly?Mówiłam ci ostatnio o niej..
-Tak pamiętam. Co się dzieje?-zapytał z niepokojem
-Noo.. Właściwie nic.. Ale Tak zaczęłam o niej myśleć .. Bardzo bym chciała ją znaleźć..
-Nie martw się.. Będziemy jej szukać...
-Obiecujesz?
-Obiecuję!
-Dziękuję! Jesteś taki kochany!
-Nie ma za co... Wiesz.. powinniśmy się już zbierać...
-W sumie racja.. Jestem ciekawa co powie Rada Wilków o omojej nieobecności...
-Jesteś przywódczynią i możesz robić co ci się chce... Przecież masz zastępcę...
-W sumie racja... Nie powinnam się martwić...
Poszliśmy się jeszcze chwilę pokąpać. Uwielbiam pływac...Jednak musieliśmy opuścić już ten raj...

Mohatu zagadywał mnie ciągle. Obiecywał , że pójdzie do sąsiednich watah i będzie pytał o Kelly. On zawsze wie jak poprawić mi humor. Później zaczęliśmy rozmawiać o nas.. Postanowiliśmy , że porozmawiamy o naszym ślubie z Radą Wilków..

Od Nali


Z rana miałam kiepski humor więc pobiegłam nad strumyk. To moje ulubione miejsce. Położyłam się na skale, która jest najbardziej wysunięta do wodospadu. Jest ona tak wysunięta, że można dotykać wody. Nagle słysze przeraźliwe ryczenie lwa. Tak sie przestraszyłam że z wrażenia skoczyłam w wodospad. Wyobrażacie sobie walnąć w skałę, która się kryje za wodą. Zamiast walnąć w skałe znalazłam tajną jaskinie piękna jest. Do jaskini wparował Simba.
-Hej, przestraszyłem cię?-powiedział.
-Tak bardzo ale dzięki tobie odkryłam tą jaskinię-odpowiedziałam zachwycona.
-Fajna ta jaskinia-ztwierdził.
-To nasze miejsce tylko nikomu nie mów-zaproponowałam.
-Ok. Myślisz o tym co ja?-zapytał.
-Chyba tak. Na trzy.-powiedziałam pełna entuzjazmu.
-Jeden-zaczął odliczć.
-Dwa.
-Trzy!
Skoczyliśmy przez wodospad. Lądowanie w jeziorku było fajne. Potem spędziliśmy długi czas na chlapaniu się i pływaniu. Kiedy wracaliśmy do stada byłam zadowolona.
-Gdzie byłaś Nala?-pyta tata.
-Nad strumykiem od samego rana-odpowiadam spokojnie.
-Choć lepiej z Simbą na wasze spóźnione śniadanie.
Rozmawiałam z Simbą i się wydało, że specjalnie mnie przeztraszył abym tam wskoczyła.
-Simba! Jesteś cudowny! Kocham cię!-wykrzyknęłam.
-No wiem. Dlatego twoje koleżanki za mną szaleją. Inni chłopacy też są fajni.
-Mnie już nie kochasz?-zapytał roześmiany tata.
-Kocham-odpowiedziałam.
Tak mi minął poranek. Fajnie i ciekawie było dzisiaj.

Nowi członkowie!


Imiona:: Samiec: Pikolo Samica: Kora
Wiek: Samiec: 1,5 Samica: 1,4
Właściciel : weroniada135

sobota, 9 czerwca 2012

Od Mohatu

Leżałem smutny przy kamieniu. Rozmyślałem o Bali. Kocham ją od tak dawna ale nie umiem jej tego wyznać. Niby często się spotykamy i ona sie do mnie uśmiecha , ale nie wiem czy może coś do mnie czuje... Kiedy tak sobie lezałem , nagle usłyszałem jej gós:
-Mohatu?
-Witaj Bali -odpowiedziałem trochę zaskoczony
-Czemu siedzisz tu sam?
-Czuję sie trochę samotny-odpowiedziałem szczerze
-Ah.. A może przejdziesz si.ę ze mną na spacer- zaproponowala
-Oczywiście - odpowiedziałem naprawde zaskoczony, a chwilę później wpadłem na genialny pomysł: Zabiorę ją nad Źródło Miłości. Tam jest tak pięknie.. I wtedy wyznam jej to co czuję..
-Aż tak sie cieszysz?-zapytała zdziwiona
-Mam dla ciebie niespodziankę
-No dobrze , to chodźmy - powiedziala po chwili namysłu
Szliśmy jej ulubioną ścieżką. Specjalnie ją wybrałem. Przez większość czasu szliśmy w milczeniu. Później trochę pogadalismy o wszystkim i o niczym. W końcu doszliśmy do tego tajnego przejścia.
-Mohatu, gdzie jesteśmy?
-Jesteśmy prawie na miejscu , to za tymi liśćmi- odpowiedziałem z uśmiechem
Gdy weszliśmy ona otworzyła szeroko oczy i aż usiadła z wrażenia. Chwyciłem ją za łapę. Ona spojrzała się na mnie , swoimi pięknymi oczami i się uśmiechnęła. Spojrzała jeszcze raz przed siebie i zobaczyła to wielkie drzewo co miało koronę w kształcie serca. Ponownie spojrzała się na mnie i polizała mnie w nos. Byłem bardzo zdziwiony.
-Bali... Czy ty.. Yyy..
-Tak Mohatu, będę twoją żoną!
-N..nn..Naprawdę?!
-Tak..:)
Zerwałem pięknego , dużego kwiata który rósł obok i wsadziłem jej za ucho. Wyglądala jeszcze śliczniej. Pokąpaliśmy się w Żrodle Miłości , potem chwile odpoczywaliśmy. Ustaliliśmy , że zostaniemy tutaj na parę dni. Gdy nastała juz noc , położyłem się pod wielkim drzewem. Balaa położyła się koło mnie , kładac swoją głowę na moich łapach...

Od Bali

Szłam właśnie do domu gdy zobaczyłam czyiś ogon wystający zza kamienia. Ogon , mozna powiedzieć, że wydawał się znajomy. Podeszłam bliżej. Za kamieniem siedział Mohatu.
-Witaj Mohatu
-Cześć Bali, co tam słychać?
-U mnie dobrze. Dlaczego siedzisz tu sam -zapytałam
-Taki jakiś samotny się czuję... - odpowiedział
-A mo ze przeszedłbyś się ze mną na spacer , co?-zaproponowałam
-A wiesz , ze to świetny pomysł-krzyknął z uśmiechem na ustach
-Aż tak się cieszysz- zapytałam zdziwiona aż taką radością
-Bo mam fantastyczny pomysł. Ale to niespodzianka. -powiedział podekscytowany
-Dobrze . To w takim razie idziemy
Poszliśmy moją ulubiona ścieżką. Rozmyślałam dlaczego on aż tak się ucieszył... Co on chce mi pokazać..? Moje rozmyślania przerwał mi Mohatu
-Wiesz może gdzie idziemy?-zapytał
-Nie mam pojęcia-odpowiedziałam
-To dobrze. To ma być niespodzianka. A tak wogóle to co tam u ciebie słychać?
-Ogólnie jest dobrze .. ale.. -tutaj troche posmutniałam- dowiedziałam się od Rady Wilków , że muszę sobie poszukać męża , jak najszybciej się da , bo inaczej zmienią mnie na inną.
Niewiedziałam dlaczego , ale Mohatu wtedy się uśmiechnął
-No cóż... A ty chcesz rządzić?zapytał
-Oczywiście , że chce-odpowiedziałam
Szliśmy chwile w milczeniu.W końcu doszlismy na koniec ślepej uliczki.
-Mohatu , gdzie jesteśmy-zapytałam
-Jesteśmy prawie na miejscu , to za tymi liśćmi.
Odsłonił liście a ja omało  nie upadłam z wrażenia...

Nowa lwiczka ;)



Imię : Lizzy
Charakter: śmiała, odważna, zadziorna, psotka
Pozycja w stadzie: młoda lwiczka z charakterkiem
Partner: szuka
Właścicielka: Chomiczeek

Śliczna, nie? Zapraszam do komentowania!

Córka Sadil i Niju

Dziś pojawiła się córka Sadil i Niju. Jej właścicielką jest moja przyjaciółka : justyna1021op.pl   ! : )
Imię:Nala
Rodzaj zwierzęcia: Lew
Płeć: Samica
Pozycja w stadzie: Lwia Księżniczka
Matka: Sadil
Ojciec: Niju
Partner: Brak za młoda
Charakter: Psotliwa
Właściciel: justyna1021op.pl



: ) : ) : ) : ) : )

Pierwsi członkowie! : )

Witamy was bardzo serdecznie!

Imię:Kiba
Rodzaj zwierzęcia: Wilk
Płeć:Samiec
Pozycja w stadzie: .
Partner:Brak
Właściciel:Namayla 

Imie:Kate
Rodzaj zwierzęcia:Wilk
Płeć:Samica
Pozycja w stadzie::)
Partner:brak
Właściciel:Szczeniak2000
Imię: Lily
Rodzaj zwierzęcia:Wilk
Płeć:Samica
Partner: Kazar
Pozycja w stadzie: Wojowniczka
Właściciel: Lola209
Gatunek : Wilk
Płeć: Samiec
Imię: Kazar
Pozycja w stadzie: Przywódca łowców
Partner: Lily
Właściciel: Lola209
Imię-Kiara
Pozycja w stadzie-młoda lwiczka
Charakter-odważna,z poczuciem humoru,zawsze chętna do polowań i obrony stada,wolna,samodzielna.
Partner-szuka
Właściciel- NikA 3010
Imię:Lili
Płeć: samica
Stanowisko :przywódca
Partner :Mike
Właściciel : inga01
Imie:Sora
płec :samica
Partner :brak
Stanowisko:Przyszła przywódczyni
 Właściciel: agata200420

Narazie to wszyscy. Czekam na następnych !

Moje zwierzaki

Imie :Sadil
Wiek:5 lat
Rodzice:Nieznani
Rodzaj zwierzęcia: Lew
Płeć: Samica
Pozycja w stadzie: Samica dominująca
Cechy charakteru: Miła , wrażliwa, dobra, mądra
Partner: Niju
Właściciel : MychaiJA
Imię: Niju
Wiek:6 lat
Rodzice:Nieznani
Rodzaj zwierzęcia: Lew
Płeć:Samiec
Pozycja w stadzie:Samiec dominujący
Cechy charakteru: Odważny, rozsądny, mądry, dobry
Partner:Sadil
Właściciel:MychaiJA
 Imię: Mohatu
Wiek: 4 lata
Rodzice : Nieznani
Rodzaj zwierzęcia: Wilk
Płeć : Samiec
Stanowisko: Samiec dominujący, obrońca
Cechy charakteru: Mądry, Miły, Dobry, Odważny
Partner:Szuka
Właściciel:MychaiJA


Nazwa właściciela to login w grze Howrse : )
Proszę Piszcie Na PRIV ! Czekam na waszych podopiecznych ; )