Nudziło mi się jak zwykle w watadze to poszedłem się przejść. Szedłem przez las i na ścieżce zobaczyłem wilka. Był duży i biały. Powiedziała - Zejdź mi z drogi! Po głosie rozpoznałem, że to wilczyca. Nagle przypomniało mi się coś z dzieciństwa. Gdy byłem mały przychodziła do mojej mamy biała wysoka wilczyca. Ona była jak moja siostra. Chodź ją rodzice porzucili bo była inna od sowiego rodzeństwa. Jej matka była zwykłym wilkiem i miała za partnera zwykłego wilka. Ona zdradziła go z wilkiem czarnej krwi. Te wilki różnią się głównie wysokością, siłą i innymi. Lecz po kilku miesiącach musiała odejść. Spytałem:
- Agonia? Ona stanęła na chwilę, pomyślała i poszła dalej. - Stój! Krzyknąłem.
- Czego chcesz?! Spytała.
- Nie poznajesz mnie? Wtedy stanęła jak wryta w ziemię i się odwróciła. Powiedziała.
- Orion? To ty?!
- Tak! Odpowiedziałem stanowczo. - Kupe lat co nie.
- Nooo... A co ty tu robisz?
- A mieszkam i należę do watahy. Może byś się przyłączyła? Zamkła oczy i podniosła głowę do góry. Zaczął wiać leciutki wiaterek. - No proszę! Chociaż na chwilę! Więc? Opuściła głowę i spojrzała na mnie, a wiatr się uspokoił.
- No nie wiem.. Czy będę pasować.
- Już nie gadaj tylko chodź. Poszliśmy opowiedziałem wszystko alfie Balii i Mohatu. Oni zaś się zgodzili na przyjęcie Agoni. Później przedstawili ją całej watdze. Zauważyłem że spodobał się jej pewien wilk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz